Zakaz aborcji, gdy płód jest nieodwracalnie upośledzony, to dopiero początek. Teraz PiS chce zmuszać do rodzenia ofiary gwałtów i kazirodztwa.

 

Niebawem do Sejmu trafi projekt ustawy zakazującej aborcji ze względu na nieodwracalne upośledzenie lub śmiertelną chorobę płodu. Z deklaracji działaczy PiS oraz prezydenta wynika, że przyjęcie tego projektu to czysta formalność. W międzyczasie rząd przygotowuje pole pod kolejne zaostrzenie prawa aborcyjnego – tym razem politycy chcą zmuszać do rodzenia ofiary gwałtów (w tym pedofilii) i kazirodztwa.

Z ujawnionych ostatnio dokumentów polskiego MSZ wynika, że Polska domaga się wykreślenia z międzynarodowych traktatów zapisów dotyczących aborcji. Chodzi m.in. o prawo do aborcji w przypadku ciąży z gwałtu i kazirodztwa. Rząd chce też usunięcia zakazu karania kobiet za dokonanie aborcji.

Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś odgórnie zmusił kobietę do urodzenia, a wcześniej noszenia przez dziewięć miesięcy ciąży pochodzącej z gwałtu. Rozumiem, że PiS liczy też, że w międzyczasie ofiara weźmie z gwałcicielem ślub (koniecznie w kościele) i stworzy idealną polską rodzinę. PiS funduje nam państwo totalitarne, wyznaniowe – mówi Agnieszka Grzybek z Komitetu „Ratujmy Kobiety 2017”.

Krok pierwszy – zakazać aborcji

Obowiązująca ustawa z 7 stycznia 1993 roku dopuszcza przerwanie ciąży tylko i wyłącznie w trzech przypadkach:

  • – zagrożenia życia i zdrowia kobiety w ciąży,
  • – gdy badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu,
  • – gdy ciąża jest wynikiem czynu zabronionego.

Projekt „Zatrzymaj Aborcję” zakłada wprowadzenie zakazu aborcji ze względu na nieodwracalne upośledzenie albo nieuleczalną chorobę płodu. Na gruncie postulowanych zmian każda ciąża z uszkodzonym lub śmiertelnie chorym płodem będzie musiała być donoszona. W wielu przypadkach Polki będą musiały rodzić tylko po to, aby obserwować śmierć swojego dziecka tuż po urodzeniu.

Jeśli wierzyć deklaracjom czołowych polityków partii rządzącej, wprowadzenie restrykcyjnych przepisów to tylko kwestia czasu – projekt trafi do Sejmu dopiero w listopadzie. O konieczności przyjęcia nowego prawa mówili zarówno Jarosław Kaczyński (prezes PiS), Ryszard Terlecki (wicemarszałek Sejmu, szef klubu PiS), Stanisław Karczewski (marszałek Senatu), jak i Beata Mazurek (rzeczniczka prasowa PiS). Niezwłoczne podpisanie ustawy zapowiedział również prezydent Andrzej Duda.

Coraz wyraźniej widać, że projekt „Zatrzymaj Aborcję” jest po prostu projektem PiS-u. Może i do Sejmu trafi pod szyldem inicjatywy obywatelskiej, ale to właśnie PiS do spółki z Kościołem i przy jego mocnym poparciu prowadzi wojnę przeciwko kobietom. Kobiety stały się w Polsce wrogiem publicznym nr 1. Przedkłada się interes religijnej ideologii nad życie i zdrowie kobiet – mówi Anna Karaszewska, wicepełnomocniczka Komitetu Ratujmy Kobiety 2017.

Według oficjalnych rządowych statystyk, w 2016 roku  w Polsce przeprowadzono 1088 zabiegów legalnego przerwania ciąży, z czego 1042 właśnie ze względu na nieodwracalne upośledzenie albo nieuleczalną chorobę płodu. Oznacza to, że w świetle restrykcyjnego projektu „Zatrzymaj Aborcję” aż 96 procent tych kobiet zrobiłoby to nielegalnie, a lekarze, którzy przeprowadzili ten zabieg, naraziliby się na zarzuty karne.

Krok drugi – rodzić z gwałtu i kazirodztwa. I karać

Zakaz aborcji ze względu na nieodwracalne upośledzenie albo nieuleczalną chorobę płodu to jednak nie koniec planów partii rządzącej. Jak wynika z ujawnionego ostatnio dokumentu skierowanego do Komitetu Praw Człowieka ONZ, PiS przygotowuje pole do kolejnego ograniczenia praw kobiet.

Polski rząd w swoim liście do Komitetu Praw Człowieka ONZ domaga się, aby ten wykreślił z międzynarodowych dokumentów zapisy dotyczące prawa kobiet do bezpiecznej aborcji w przypadku ciąży z gwałtu, ciężkiego uszkodzenia płodu i cierpienia kobiety. I o ile, jak wynika z dokumentu, PiS w ostateczności jest w stanie zgodzić się na pozostawienie fragmentu o aborcji ze względu na zagrożenie życia kobiety, to kategorycznie domaga się wykreślenia zapisów o nieodwracalnym uszkodzeniu płodu oraz ciąży w wyniku gwałtu lub kazirodztwa.

Co więcej, PiS domaga się również wykreślenia (nie podając przy tym żadnego uzasadnienia) z międzynarodowych traktatów zakazu stosowania sankcji karnych wobec kobiet poddających się aborcji.

To jest po prostu powrót PiS do pomysłów z zeszłego roku. Przecież idea karania kobiet nawet za nieumyślne przerwanie ciąży, chociażby w wyniku poronienia, znajdowała się w ubiegłorocznym projekcie Stop Aborcji – mówi Anna Karaszewska, wicepełnomocniczka Komitetu „Ratujmy Kobiety 2017”.

Wtedy spotkało się to z wielkimi protestami społecznymi. Mam nadzieję, że teraz będzie tak samo. Inaczej czeka nas już nie metaforyczne, ale jak najbardziej realne piekło kobiet – dodaje Karaszewska.