Prawie całkowity zakaz legalnej aborcji, ograniczenie praw kobiet do decydowania o swoim życiu i ciele, rozwój podziemia aborcyjnego – to tylko niektóre konsekwencje inicjatywy „Zatrzymaj Aborcję”. 800 tysięcy podpisów pod projektem – zbieranych w parafiach w całej Polsce oraz przez posłów i posłanki partii rządzącej – 30 listopada trafiło do Sejmu.

 

Projekt „Zatrzymaj Aborcję” zakazuje aborcji ze względu na trwałe upośledzenie lub śmiertelną chorobę płodu. Jest to jeden z trzech wyjątków, które na gruncie obowiązującej ustawy z 1993 roku pozwalają na legalne usunięcie ciąży. Przygotowała go fundacja „Życie i rodzina”, a popierają m.in. Prawo i Sprawiedliwość oraz Episkopat Polski. Swój podpis zapowiedział też prezydent Andrzej Duda.

– PiS w ciągu dwóch lat swoich rządów doprowadziło do sytuacji, w której stosunkowo nieliczna grupa religijnych fundamentalistów będzie dyktować milionom Polek jak mają żyć i co wolno, a raczej czego im nie wolno, zrobić z własnym życiem, zdrowiem i ciałem – mówi Barbara Nowacka, pełnomocniczka Komitetu „Ratujmy Kobiety 2017”.

– Polska obecnie jest na trzecim miejscu w Europie pod względem restrykcyjności prawa antyaborcyjnego. Kobiety w gorszej sytuacji są tylko na Malcie i w Irlandii, która nota bene niedługo zliberalizuje swoje przepisy. Po przyjęciu projektu „Zatrzymaj Aborcję” przestaniemy być cywilizowanym krajem pod względem traktowania kobiet, ochrony ich zdrowia i życia. Czy to faktycznie jest kierunek, w którym ma zmierzać Polska? – pyta Anna Karaszewska, wicepełnomocniczka Komitetu “Ratujmy Kobiety 2017”.

Kobiety – rodzić, państwo – nie pomagać

 

Wprowadzenie zakazu przerywania ciąży ze względu na trwałe upośledzenie lub śmiertelną chorobę płodu oznacza, że każda ciąża z uszkodzonym lub śmiertelnie chorym płodem będzie musiała być donoszona. W wielu przypadkach Polki będą musiały rodzić tylko po to, aby obserwować śmierć swojego dziecka tuż po urodzeniu.

Warto również podkreślić, że zakazowi aborcji nie towarzyszy żadna inicjatywa ustawodawcza wprowadzająca jakiekolwiek dodatkowe rozwiązania systemowe, które miałyby pomóc w opiece nad ciężko upośledzonymi lub nieuleczalnie chorymi dziećmi. Wręcz przeciwnie, autorzy inicjatywy “Zatrzymaj Aborcję” w uzasadnieniu zapewniają, że „projekt ustawy nie pociąga za sobą obciążenia budżetu państwa lub budżetów jednostek samorządu terytorialnego”.

– Najgorsze jest to, że chociaż ci tzw. obrońcy życia bardzo chętnie wycierają sobie usta sloganami o wartości życia nienarodzonego. Ale w ogóle nie interesuje ich to, co stanie się z tym życiem już po urodzeniu. Polki mają rodzić dzieci, które albo umrą w koszmarnych męczarniach zaraz po urodzeniu, albo będą wymagały stałej i bardzo kosztownej opieki. Opieki, w której państwo nie zamierza pomóc – mówi Agnieszka Grzybek z Komitetu „Ratujmy Kobiety 2017”.

Podziemie aborcyjne zaciera ręce

 

Według oficjalnych rządowych statystyk, w 2016 roku  w Polsce przeprowadzono 1088 zabiegów legalnego przerwania ciąży, z czego 1042 właśnie ze względu na nieodwracalne upośledzenie albo nieuleczalną chorobę płodu. Oznacza to, że w świetle czekających nas zmian aż 96 procent tych kobiet zrobiłoby to nielegalnie, a lekarze, którzy przeprowadzili ten zabieg, naraziliby się na zarzuty karne.

Powyższe dane odnoszą się jedynie do oficjalnych statystyk, przytaczanych w sprawozdaniach rządu z wykonania ustawy z 1993 roku. Polskie władze nie prowadzą bowiem żadnych statystyk dotyczących nielegalnych aborcji przeprowadzanych w „podziemiu aborcyjnym”, ani w ramach tzw. turystyki aborcyjnej.

– Według szacunków różnych organizacji pozarządowych, realna liczba zabiegów przerywania ciąży w podziemiu aborcyjnym wynosi od 80 do 190 tysięcy rocznie. Jeżeli PiS zaostrzy prawo antyaborcyjne, te liczby tylko wzrosną. Pytanie tylko o ile. Przy czym mówimy, w przypadku projektu „Zatrzymaj Aborcję”, o delegalizacji 96 procent obecnie legalnych aborcji – mówi Anna Karaszewska.

Gwałcić i karać

 

Co więcej, zakaz aborcji ze względu na upośledzenie lub nieuleczalną chorobę płodu, to dopiero początek zmian w prawie aborcyjnym, które planuje PiS.

Jak wynika z ostatnio ujawnionych dokumentów polskiego MSZ, rząd Beaty Szydło chce wykreślenia z międzynarodowych traktatów zapisów dotyczących aborcji. Chodzi m.in. o prawo do usunięcia ciąży będącej następstwem gwałtu lub kazirodztwa.

W liście do Komitetu Praw Człowieka ONZ Polska domaga się również usunięcia (nie podając przy tym żadnego uzasadnienia) usunięcia zakazu stosowania sankcji karnych wobec kobiet poddających się aborcji.

– Państwo zamierza zmusić kobietę do urodzenia, a wcześniej noszenia przez dziewięć miesięcy ciąży pochodzącej z gwałtu. Rozumiem, że PiS liczy też, że w międzyczasie ofiara weźmie z gwałcicielem ślub (koniecznie w kościele) i stworzy idealną polską rodzinę. A jak kobieta powie „nie”, to się jakiś paragraf znajdzie. PiS funduje nam państwo totalitarne, wyznaniowe – ocenia Agnieszka Grzybek.