Niebawem do Sejmu trafi projekt zaostrzenia prawa antyaborcyjnego. Jeszcze niedawno poparcie dla projektu na wyścigi deklarowali czołowi politycy PiS, swój podpis przyobiecał również prezydent Andrzej Duda. Teraz PiS wycofuje się z tego pomysłu i umywa ręce: o życiu polskich kobiet zadecyduje nie partia rządząca, tylko Trybunał Konstytucyjny. W całości zależny od PiS.

 

PiS pod koniec października skierował do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o rozstrzygnięcie konstytucyjności jednego z zapisów ustawy z 1993 roku (sic!) o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży. Zdaniem polityków PiS niekonstytucyjny jest przepis zezwalający na dokonanie legalnego zabiegu przerwania ciąży ze względu na trwałe upośledzenie lub śmiertelną chorobę płodu.

To jest kolejny przykład obskurantyzmu prezesa Kaczyńskiego i całego PiS. Obecna ustawa antyaborcyjna, jakkolwiek zła, obowiązuje od 1993 roku. Kaczyński w parlamencie zasiada od 1989 roku. Miał 24 lata, żeby zająć się sprawą ewentualnej niekonstytucyjności tych zapisów – mówi Anna Karaszewska, wicepełnomocniczka Komitetu Ratujmy Kobiety 2017.

To nie przypadek, że PiS robi to dopiero teraz, kiedy Trybunał, a w zasadzie jego wydmuszka, stanowi bezwolny instrument w rękach prezesa Kaczyńskiego – dodaje Karaszewska.

Co ciekawe, jest to dokładnie ten sam przepis, którego usunięcie zakłada projekt „Zatrzymaj Aborcję”, który na początku listopada trafi do Sejmu. Poparcie dla inicjatywy „Zatrzymaj Aborcję” – jeszcze do niedawna – deklarowali wszyscy najważniejsi politycy PiS: Jarosław Kaczyński (prezes PiS), Ryszard Terlecki (wicemarszałek Sejmu, szef klubu PiS), Stanisław Karczewski (marszałek Senatu) oraz, nota bene jedyna kobieta w tym zestawieniu, premier Beata Szydło. Niezwłoczne podpisanie ustawy zapowiedział również prezydent Andrzej Duda.

W ciągu kilku tygodni do Sejmu trafi projekt zakazujący aborcji ze względu na trwałe upośledzenie lub śmiertelną chorobę płodu. PiS wielokrotnie deklarował jego poparcie. Ma większość w parlamencie, ma prezydenta, może przegłosować, co chce. A jednak woli schować głowę w piasek i przerzucić odpowiedzialność za wprowadzenie restrykcyjnego prawa na Trybunał Konstytucyjny. Ale Polki i Polacy nie dadzą się nabrać. Wiadomo, że wyrok TK będzie zgodny z wolą Nowogrodzkiej – mówi Agnieszka Grzybek z Komitetu Ratujmy Kobiety 2017.

Chowanie głowy w piasek – kolejne odsłony

Aby lepiej zrozumieć motywy kierownictwa PiS, wystarczy prześledzić wydarzenia ostatnich dwóch miesięcy pod kątem tego, co działo się w kwestii zmiany prawa antyaborcyjnego.

Początek września: rusza zbiórka podpisów pod restrykcyjnym projektem „Zatrzymaj Aborcję”. Poparcie dla projektu deklaruje polski Kościół, a Episkopat nakazuje zbiórkę podpisów w parafiach w całej Polsce. Kolejni politycy PiS na wyścigi prześcigają się w deklaracjach wprowadzenia zakazu aborcji ze względu na trwałe upośledzenie lub śmiertelną chorobę płodu.

Początek października: dziesiątki tysięcy Polek i Polaków w setkach miast i miasteczek w całej Polsce biorą udział w Czarnym Wtorku. Domagają się m.in. poszanowania godności kobiet, prawa do decydowania o swoim życiu i zdrowiu, dostępu do legalnej aborcji, antykoncepcji, badań prenatalnych i edukacji seksualnej.

Druga połowa października: Komitet Ratujmy Kobiety 2017 składa na ręce marszałka Sejmu blisko pół miliona podpisów pod obywatelskim projektem ustawy liberalizującej prawo antyaborcyjne.

Koniec października: PiS składa do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o stwierdzenie (nie)konstytucyjności zapisu ustawy z 1993 roku pozwalającego na dokonanie legalnej aborcji ze względu na trwałe upośledzenie lub śmiertelną chorobę płodu.

– To działanie dobitnie pokazuje, jak bardzo Kaczyński i cały PiS boją się kobiet. Z drugiej strony chyba wszyscy mamy świadomość, że PiS – mając na uwadze wybory samorządowe – nie może sobie pozwolić na to, aby nie spełnić szeregu obietnic złożonych Kościołowi za poparcie w wyborach 2015 roku. Nie możemy zaakceptować faktu, że w tych politycznych targach stawką jest życie, zdrowie i godność Polek – mówi Anna Karaszewska.

– W ostatnim sondażu dla Rzeczpospolitej poparcie dla zaostrzenia prawa antyaborcyjnego zadeklarowało tylko 11 procent ankietowanych. Natomiast za liberalizacją opowiedziało się 46,5 procent respondentów. Nie bez znaczenia jest też pół miliona podpisów złożonych przez Komitet Ratujmy Kobiety 2017. PiS i Kaczyński się po prostu wystraszyli i znaleźli sobie żywą tarczę w postaci Trybunału Konstytucyjnego – mówi Agnieszka Grzybek.

Polska – piekło kobiet

Zakaz przerywania ciąży ze względu na trwałe upośledzenie lub śmiertelną chorobę płodu staje się coraz bardziej realny. Oznacza to, że każda ciąża z uszkodzonym lub śmiertelnie chorym płodem będzie musiała być donoszona. W wielu przypadkach Polki będą musiały rodzić tylko po to, aby obserwować śmierć swojego dziecka tuż po urodzeniu.

Według oficjalnych rządowych statystyk, w 2016 roku  w Polsce przeprowadzono 1088 zabiegów legalnego przerwania ciąży, z czego 1042 właśnie ze względu na nieodwracalne upośledzenie albo nieuleczalną chorobę płodu. Oznacza to, że w świetle czekających nas zmian aż 96 procent tych kobiet zrobiłoby to nielegalnie, a lekarze, którzy przeprowadzili ten zabieg, naraziliby się na zarzuty karne.

Warto również podkreślić, że zakazowi aborcji nie towarzyszy żadna inicjatywa ustawodawcza wprowadzająca jakiekolwiek dodatkowe rozwiązania systemowe, które miałyby pomóc w opiece nad ciężko upośledzonymi lub nieuleczalnie chorymi dziećmi. Wręcz przeciwnie, autorzy inicjatywy “Zatrzymaj Aborcję” w uzasadnieniu zapewniają, że „projekt ustawy nie pociąga za sobą obciążenia budżetu państwa lub budżetów jednostek samorządu terytorialnego”.

– PiS w zaledwie rok zlikwidował dostęp do antykoncepcji awaryjnej, samorządowe programy in vitro zastąpił modlitwą i e-kalendarzykiem. O edukacji seksualnej też nie ma mowy. W najbliższych planach ma zmuszanie kobiet do rodzenia nieuleczalnie chorych dzieci, a w dalszych – tych pochodzących z gwałtów i kazirodztwa. Piekło kobiet zaraz będzie tu, w Polsce – mówi Barbara Nowacka, pełnomocniczka Komitetu „Ratujmy Kobiety 2017”.

Gwałcić i karać

Co więcej, zakaz aborcji ze względu na upośledzenie lub nieuleczalną chorobę płodu, to dopiero początek zmian w prawie aborcyjnym, które planuje PiS.

Jak wynika z ostatnio ujawnionych dokumentów polskiego MSZ, rząd Beaty Szydło chce wykreślenia z międzynarodowych traktatów zapisów dotyczących aborcji. Chodzi m.in. o prawo do usunięcia ciąży będącej następstwem gwałtu lub kazirodztwa.

W liście do Komitetu Praw Człowieka ONZ Polska domaga się również usunięcia (nie podając przy tym żadnego uzasadnienia) usunięcia zakazu stosowania sankcji karnych wobec kobiet poddających się aborcji.

– Państwo zamierza zmusić kobietę do urodzenia, a wcześniej noszenia przez dziewięć miesięcy ciąży pochodzącej z gwałtu. Rozumiem, że PiS liczy też, że w międzyczasie ofiara weźmie z gwałcicielem ślub (koniecznie w kościele) i stworzy idealną polską rodzinę. A jak kobieta powie „nie”, to się jakiś paragraf znajdzie. PiS funduje nam państwo totalitarne, wyznaniowe – mówi Agnieszka Grzybek z Komitetu Ratujmy Kobiety 2017.