Andrzej Duda zapowiedział, że podpisze ustawę zakazującą aborcji. Swoją decyzję motywuje względami religijnymi. Jednak deklaracja prezydenta – biorąc pod uwagę poparcie dla zaostrzenia przepisów ze strony czołowych polityków PiS – może być działaniem czysto pragmatycznym, nastawionym na załagodzenie konfliktu pomiędzy nim a partią rządzącą. Ofiarami w tej partyjnej układance będą jednak miliony polskich kobiet, które stracą prawo do decydowania o sobie i swoim życiu.

 

Podpiszę ustawę zakazującą aborcji eugenicznej – zadeklarował w tym tygodniu Andrzej Duda w wywiadzie dla „Gościa Niedzielnego”, pytany o projekt „Zatrzymaj Aborcję”, wprowadzający zakaz aborcji ze względu na trwałe upośledzenie lub nieuleczalną chorobę płodu. Wcześniej w Telewizji Republika mówił m.in.: – Jestem zdecydowanym zwolennikiem ochrony życia ze względów religijnych.

Projekt obywatelski, ale jednak rządowy

Projekt „Zatrzymaj Aborcję” formalnie został przygotowany przez Fundację Życie i Rodzina, ale nieoficjalnie od dawna mówi się, że jest to efekt kompromisu pomiędzy PiS a środowiskami religijnymi.

W zeszłym roku mieliśmy projekt Stop Aborcji. Jednak okazało się, że pomysł karania kobiet za nieumyślne przerwanie ciąży, chociażby w wyniku naturalnego poronienia, spotkał się z ogromnymi protestami społecznymi. Tym razem PiS próbuje wprowadzić zakaz aborcji tylnymi drzwiami; likwidując tylko jedną z trzech przesłanek, w praktyce zakazuje aborcji w ogóle – mówi Agnieszka Grzybek z Komitetu „Ratujmy Kobiety 2017”.

Nic więc dziwnego, że projekt „Stop Aborcji” cieszy się oficjalnym poparciem PiS. O konieczności wprowadzenia bardziej restrykcyjnych przepisów aborcyjnych od jakiegoś czasu mówił sam Jarosław Kaczyński. Sekundował mu Ryszard Terlecki, wicemarszałek Sejmu, oraz szef klub PiS. A to właśnie szef klubu pilnuje dyscypliny podczas parlamentarnych głosowań.

Głos mojego Kościoła jest dla mnie obowiązujący, więc nie ma tu żadnych wątpliwości i myślę, że większość naszego klubu, a może i cały klub postąpią tak samo – mówił Terlecki w wywiadzie dla TVP.

Na początku tego tygodnia projekt oficjalnie poparł również marszałek Senatu Stanisław Karczewski. I choć deklaracja Karczewskiego ma znaczenie głównie symboliczne – według zasad polskiej precedencji, marszałek Senatu jest trzecią osobą w państwie – to już słowa Kaczyńskiego oraz Terleckiego mają wymiar jak najbardziej praktyczny.

Aborcja pogodzi prezydenta z PiS

Prezydent Andrzej Duda często określa się jako osoba głęboko wierząca i kierująca się nauką polskiego Episkopatu. Jednak równie chętnie stawia się w pozycji wyraziciela woli „suwerena”. Tak było chociażby w przypadku prezydenckiego weta do dwóch rządowych ustaw „reformujących” wymiar sądownictwa. A to właśnie od tego rozpoczął się, zataczający coraz szersze kręgi, konflikt między prezydentem a obozem rządzącym.

Co więcej, przy okazji listopadowego święta niepodległości wybuchnie kolejna odsłona sporu kompetencyjnego pomiędzy prezydentem a Antonim Macierewiczem. Nic nie wskazuje na to, żeby prezydent podpisał nominacje generalskie przedstawione mu przez szefa MON.

Sytuacja na linii prezydent-rząd oraz fakt, że projekt „Zatrzymaj Aborcję” nie trafił jeszcze nawet do Sejmu (nie ma jeszcze 100 tysięcy wymaganych podpisów) może wskazywać na bardziej prozaiczne wytłumaczenie takiej a nie innej deklaracji prezydenta.

Kwestia aborcji byłaby swego rodzaju gałązką oliwną, sygnałem, który Andrzej Duda kieruje w kierunku Jarosława Kaczyńskiego oraz innych prominentnych polityków PiS (ale nie Zbigniewa Ziobry czy Antoniego Macierewicza) mówiących o konieczności zaostrzenia prawa aborcyjnego.

Na marginesie warto wspomnieć, że akurat w wypadku przepisów aborcyjnych deklaracja prezydenta stoi w wyraźnej sprzeczności z wolą „suwerena”. Według ostatnich sondaży jedynie 11 procent Polek i Polaków chciałoby zaostrzenia prawa aborcyjnego. Przeciwnych takiemu rozwiązaniu jest natomiast 81 procent pytanych, przy czym 41 procent chciałoby pozostawienia ustawy w obecnym kształcie, a 40 procent – liberalizacji prawa i dopuszczenia aborcji do 12 tygodnia ciąży.

Kobiety instrumentem w politycznej grze

Nie byłby to pierwszy raz, kiedy politycy, zwłaszcza ci związani z religijną prawicą, potraktowaliby polskie kobiety i ich prawa w sposób instrumentalny. Ani prezydentowi, ani nikomu z PiS nie zależy na dobru kobiet. Chodzi o przypodobanie się kościołowi, bo to przekłada się na realne głosy w przyszłych wyborach – mówi Anna Karaszewska, wicepełnomocniczka Komitetu „Ratujmy Kobiety 2017”.

Zresztą tu nie chodzi tylko o dostęp do aborcji, która wykonywana jest przecież w ostateczności. Ta zmiana wiąże się także z ograniczeniem dostępu do badań prenatalnych. Dziś lekarze, chociażby nadużywając klauzuli sumienia, i tak w wielu przypadkach odmawiają wykonywania takich badań. Teraz będzie jeszcze gorzej – dodaje Karaszewska.

Projekt „Zatrzymaj Aborcję” zakłada wprowadzenie zakazu aborcji ze względu na nieodwracalne upośledzenie albo nieuleczalna chorobę płodu. Na gruncie postulowanych zmian, każda ciąża z uszkodzonym lub śmiertelnie chorym płodem będzie musiała być donoszona. W wielu przypadkach Polki będą musiały rodzić tylko po to, aby obserwować śmierć swojego dziecka tuż po urodzeniu.

Według oficjalnych rządowych statystyk, w 2016 roku  w Polsce przeprowadzono 1088 zabiegów legalnego przerwania ciąży, z czego 1042 właśnie ze względu na nieodwracalne upośledzenie albo nieuleczalną chorobę płodu. Oznacza to, że w świetle restrykcyjnego projektu „Zatrzymaj Aborcję” aż 96 procent tych kobiet zrobiłoby to nielegalnie, a lekarze, którzy przeprowadzili ten zabieg, naraziliby się na zarzuty karne.

Warto również podkreślić, że projekt „Zatrzymaj Aborcję” nie przewiduje wprowadzenia żadnych dodatkowych rozwiązań systemowych, które miałyby pomóc w opiece nad ciężko upośledzonymi lub nieuleczalnie chorymi dziećmi. Wręcz przeciwnie, autorzy inicjatywy w uzasadnieniu zapewniają, że „projekt ustawy nie pociąga za sobą obciążenia budżetu państwa lub budżetów jednostek samorządu terytorialnego”.

Ten projekt to ewidentny przejaw okrucieństwa wobec kobiet, które stają się ofiarami PiS, kościoła i środowisk fundamentalistycznych. PiS chce zmusić kobiety do heroizmu, pozostawiając je samym sobie, bez żadnego systemowego wsparcia – mówi Agnieszka Grzybek z Komitetu Ratujmy Kobiety 2017.